Dżuma

Albert Camus

  • Szkoła średnia
  • Lektura obowiązkowa

Czas akcji: Dokładny rok nie jest podany. Wiadomo, że są to lata 40. XX wieku. Akcja trwa dziesięć miesięcy, od 16 kwietnia do lutego następnego roku.

Miejsce akcji: Oran (miasto portowe w północno-zachodniej Algierii, prefektura francuska na wybrzeżu algierskim), położone nad Morzem Śródziemnym

Gatunek literacki: Powieść-parabola, opowiadanie filozoficzne

Epoka: Literatura współczesna lat 1939-1989

Motywy: epidemii, zarazy, plagi, choroby, cierpienia, śmierci, miasta, pracy, lekarza, społeczeństwa, izolacji, człowieka, samotności, samobójstwa, buntu, zła, strachu, szaleństwa, kary boskiej, przyjaźni, miłości, poświęcenia, przemiany

Streszczenie lektury „Dżuma”

I

  W opisie Oranu uwydatnia się jego brzydota. Nie ma tam drzew, ogrodów, gołębi. Ledwo można rozpoznać zmianę pór roku. Wiosną kwiaty są przywożone z okolicy. Miejsce to wydaje się nijakie. W dodatku miasto zostało zbudowane tyłem do zatoki, więc nie sposób dostrzec stamtąd morza.
  Najdogodniej można poznać miasto, starając się dociec, jak się w nim pracuje, jak kocha i jak umiera. Mieszkańcy Oranu dużo pracują, aby się wzbogacić. Większość z nich trudni się handlem. Przyjemności zostawiają na sobotę i niedzielę. Wtedy wychodzą na ulice, siadają w kawiarniach, bawią się przy kręglach. W Oranie, jak gdzie indziej, z braku czasu i zastanowienia trzeba kochać, nie wiedząc o tym. Bardziej oryginalna […] jest trudność, z jaką przychodzi tu umierać. Człowiek chory czuje się tu bowiem bardzo samotny. Pracoholizm sprawiał, że relacje i więzi społeczne się rozpadały, więc zazwyczaj umierało się w samotności i w nieludzkich warunkach.
  Nikt nie spodziewał się wypadków, które nawiedziły miasto wiosną. Kiedy nad ranem 16 kwietnia doktor Bernard Rieux wyszedł ze swojego gabinetu, zahaczył nogą o martwego szczura. Powiadomił o tym dozorcę Michela. Później dostrzegł kolejnego szczura, który tym razem pluł krwią, a potem zdechł. Nie zajmowało to jednak długo myśli doktora, gdyż szedł właśnie do swojej żony, chorej od roku, która nazajutrz miała jechać do uzdrowiska w górach.
  Kolejnego dnia, 17 kwietnia, dozorca Michel znalazł na korytarzu kolejne szczury i się zdenerwował, myśląc, że ktoś robi sobie z nich żarty. Idąc dzielnicą na obchód, Bernard Rieux naliczył tuzin szczurów, które leżały zdechłe na śmieciach. Jego pacjent, stary Hiszpan, ciągle powtarzał, że szczury są wszędzie. W domu doktor Rieux dostał telegram o rychłym przyjeździe jego matki, która miała mu pomóc w prowadzeniu domu po wyjeździe żony. Odprowadził swoją żonę na dworzec i czule się z nią pożegnał. Bernard Rieux spotkał tam sędziego Othona, który był tam razem z synkiem Filipem, aby odebrać z pociągu współmałżonkę. Wtedy ujrzeli człowieka trzymającego klatkę pełną martwych szczurów.
  Tego samego dnia popołudniu, kiedy doktor Rieux przyjmował pacjentów, pojawił się u niego młody człowiek, którym był dziennikarz Raymond Rambert. Przyjechał do Oranu, gdyż miał przeprowadzić dla paryskiego dziennika ankietę o warunkach życia Arabów i chciał poinformować o ich stanie sanitarnym. Rieux nie udzielił mu jednak żadnych informacji, gdyż uznał, że i tak zostaną one ocenzurowane. Pod koniec tej wizyty doktor powiedział, że Rambert mógłby napisać ciekawy reportaż o ilości martwych szczurów w mieście. Podczas obchodu Bernard spotkał Jeana Tarrou, który również przejmował się sytuacją panującą w Oranie. Coraz bardziej zmartwiony był także dozorca Michel.
  Od 18 kwietnia fabryki i składy wyrzucały setki trupów szczurzych. Mieszkańcy zaczęli się niepokoić, tematem zainteresowała się prasa wieczorna. Doktor Rieux odebrał z dworca swoją matkę. Zadzwonił też do pana Merciera, dyrektora miejskiej służby odszczurzania miasta, który obiecał zająć się sprawą. Czwartego dnia szczury zaczęły wychodzić, by umierać gromadnie.
  28 kwietnia agencja informacyjna ogłosiła, że zebrano osiem tysięcy szczurów. Lęk w mieście dosięgnął szczytu. Doktor Rieux spotkał dozorcę Michela, który szedł z ojcem Paneloux, wojującym jezuitą, poważanym w mieście nawet przez osoby obojętne na sprawy wiary. Michel miał natomiast błyszczące oczy i świszczący oddech. Do tego skarżył się na mocne bóle szyi, pod pachami i w pachwinach. Rieux powiedział, że później przyjdzie go zbadać, po czym zapytał ojca Paneloux, co sądzi o historii ze szczurami. Ten odrzekł, że to zapewne epidemia.
  Bernard Rieux otrzymał pilne wezwanie od urzędnika merostwa, Josepha Granda, którego sąsiad Cottard, przedstawiciel winnicy, próbował popełnić samobójstwo przez powieszenie. W drodze doktor spotkał urzędnika, który przekazał mu, że w porę odciął Cottarda. Później Rieux odwiedził dozorcę, który leżał z gorączką, wydzierał z siebie różowawą żółć, jego oczy były wytrzeszczone, a na ciele pojawiły się czarne plamy. Doktor skontaktował się ze swoim kolegą Richardem, który był jednym z wybitniejszych lekarzy w mieście i sekretarzem syndykatu lekarzy w Oranie. Stwierdził on jednak, że nie zauważył nic nadzwyczajnego. Kolejnego dnia podano, iż liczba szczurzych trupów drastycznie spadła. 30 kwietnia zaś w karetce zmarł dozorca Michel, pierwsza ofiara dżumy.
  W tym miejscu opowiadania narrator wspomina Jeana Tarrou, świadka wydarzeń w Oranie. Przybył on do miasta na kilka tygodni przed wybuchem epidemii i zamieszkał w wielkim hotelu. Mieszkańcy się do niego przyzwyczaili, choć tak naprawdę nikt nie wiedział, dlaczego tutaj przybył ani skąd pochodzi. Sporządzał on notatki, które stanowią swoistą kronikę tego trudnego okresu w Oranie. Opisywał osobliwe przypadki mieszkańców, różne ciekawe wydarzenia. Pisał na przykład o staruszku, który miał zwyczaj spluwać na koty.
  Każdego dnia pojawiały się kolejne ofiary tajemniczej choroby. Pogoda się popsuła, powietrze stało się ciepłe, a w tej atmosferze dojrzewała gorączka. Mimo wszystko Richard wciąż utrzymywał, że nie trzeba izolować chorych. W tym samym czasie w kamienicy przy ulicy Faidherbe, w której mieszkał Cottard, trwało dochodzenie w sprawie jego próby samobójczej. Mężczyzna obawiał się policji. Wydawał się szalony. Dopytywał nawet doktora Rieux: Nie można tknąć chorego człowieka, który się powiesił, prawda, doktorze? Ostatecznie Cottard odpowiedział komisarzowi, że nie będzie znów próbował się zabić i chce tylko spokoju.
  Zgony w mieście się mnożyły i po kilku dniach odwiedził Bernarda starszy kolega po fachu – Castel. W ich rozmowie po raz pierwszy padło słowo „dżuma”. Od lat jednak nie występowała ona w klimacie umiarkowanym. Mieszkańcy Oranu byli natomiast „humanistami”, to znaczy, że nie wierzyli w zarazy. Traktowali je jako zły sen, który minie. Kiedy doktor Rieux o tym rozmyślał, przyszli do niego Grand razem z Cottardem. Na polecenie urzędu statystycznego Joseph Grand zaczął liczyć zgony. Żegnając się z Rieux, powiedział, że idzie się zająć swoimi sprawami, ale nie zdradził jakimi. Bernard domyślał się jednak, że Grand może pisać książkę.
  Następnego dnia, dzięki naleganiom doktora Rieux, zebrała się w prefekturze komisja sanitarna. Oprócz Bernarda i Castela żaden z pozostałych lekarzy ani prefekt nie uważał, żeby w Oranie mieli do czynienia z dżumą. Mimo różnicy zdań doktorowi Rieux udało się przekonać komisję, że powinni się skupić na profilaktyce i niezależnie od nazewnictwa choroby postępować tak, jak gdyby połowie miasta groziła śmierć. Na afiszach zaczęły się więc pojawiać wytyczne dotyczące wzmożonej higieny oraz zgłaszania objawów choroby. Joseph Grand poinformował doktora Rieux, że Cottard stał się uprzejmy. Miał przede wszystkim na myśli to, że próbuje sobie zjednywać ludzi, aby mieć wszystkich po swojej stronie, i wygłasza liberalne poglądy. Rieux podsumował, że może po prostu historia ze szczurami wywróciła mu w głowie albo boi się choroby i śmierci w samotności. Grand jednak miał inne zdanie. Podzielił się z doktorem swoim poglądem, że według niego Cottard ma sobie coś do zarzucenia.
  Po południu Rieux i Castel mieli konferencję. Okazało się, że serum, lek na dżumę zamówiony z Paryża, jeszcze nie dotarł. Właściwie Bernard miał nawet wątpliwości, czy będzie ono skuteczne. Wieczorem Rieux odwiedził Cottarda. Przedstawiciel winiarni wyraźnie bał się aresztowania. Dopytywał doktora, czy ten umieściłby go w szpitalu i czy policja aresztuje chorych. Uważał też, że miastu potrzebna jest epidemia.
  Miasto przygotowało specjalne pawilony dla chorych, które jednak w ciągu trzech dni się zapełniły. Opróżniono więc szkołę i przygotowano szpital pomocniczy. Doktor Rieux wciąż czekał na szczepionki, kiedy nadeszła pełnia wiosny i liczba chorych i zmarłych gwałtowanie podskoczyła. Jako szpital wykorzystano także przedszkole. Rieux mógł jednak pomagać chorującym tylko przez przecinanie powiększonych gruczołów. Castel uważał, że nawet jeśli teraz nie widać szczurów, to chorobę przenoszą pchły, jakie po sobie pozostawiły. Prefekt nie podejmował żadnego konkretnego działania, wymawiając się brakiem zgody gubernatora. Ostatecznie udało się wprowadzić izolację chorych, kwarantannę dla ich rodzin oraz dezynfekcję mieszkań, a serum dotarło do miasta drogą lotniczą. Wydawało się przez chwilę, że epidemia się cofa, lecz potem nagle liczba zgonów podskoczyła do trzydziestu. Bernard Rieux dostał od prefekta oficjalną depeszę od gubernatora, która zawierała komunikat: Ogłoście stan dżumy. Zamknijcie miasto.

Przejdź do pełnej wersji

Bohaterowie lektury „Dżuma”

Bernard Rieux

  Wygląda na trzydzieści pięć lat. Średniego wzrostu. Mocne ramiona. Twarz niemal kwadratowa. Oczy ciemne i lojalne, ale szczęki wystające. Duży i regularny nos. Czarne włosy obcięte bardzo krótko. Usta łuskowate, wargi pełne i niemal zawsze zaciśnięte. Wygląda trochę na sycylijskiego chłopa ze swoją opaloną skórą, czarnym włosem i ubraniami zawsze w ciemnych kolorach, w których jest mu jednak dobrze. Wywodzi się z rodziny robotniczej, jest lekarzem. Rzetelnie wykonuje swoją pracę, nie zwracając uwagi na status społeczny i materialny pacjentów. Jego żona wyjechała z Oranu do uzdrowiska w górach. Reakcja doktora Rieux na zarazę pokazuje jego realistyczne podejście do świata. Chociaż na początku nie rozpoznaje dżumy, to gdy orientuje się, z czym orańczycy mają do czynienia, próbuje od razu podjąć odpowiednie kroki, czemu przeciwni są pozostali lekarze, z wyjątkiem doktora Castela. Rieux działa z poświęceniem, które traktuje jako poświęcenie dla idei, nie wierzy w Boga. Przedkłada dobro chorych nad swoje potrzeby, pracuje nawet dwadzieścia godzin na dobę, przez co się nie wysypia i dopada go coraz większe zmęczenie. Jako lekarz czuje się odpowiedzialny za pacjentów. Jego postawa jest heroiczna, szlachetna i bezinteresowna oraz pozbawiona zbędnej ideologii – Bernard po prostu uważa, że tak należy działać, więc robi wszystko, co w jego mocy, by zwalczyć chorobę. Nie pokazuje po sobie emocji na wieść o śmierci bliskich mu osób, ale to dlatego, że jego wewnętrzny ból jest nieustający. Po ustaniu epidemii i otwarciu bram miasta lekarz nie potrafił się cieszyć, gdyż wiedział, że dżuma to podstępna choroba, która nigdy całkowicie nie znika. Bernard Rieux okazuje się również narratorem opowiadania.

Raymond Rambert

  Niski, w sportowym ubraniu, o szerokich ramionach, twarzy zdecydowanej, oczach jasnych i inteligentnych, robił wrażenie człowieka, któremu życie służy. Dziennikarz, który przyjechał do Oranu, aby przeprowadzić dla paryskiego dziennika ankietę o warunkach życia Arabów i poinformować o ich stanie sanitarnym. Został uwięziony w mieście po wybuchu epidemii. Za wszelką cenę chciał z niego wyjechać i wrócić do ukochanej, która czekała na niego w Paryżu. Uważał, że nie jest stąd i ta sprawa go nie dotyczy. Po nieudanych próbach uzyskania pozwolenia na wyjazd próbował nielegalnej ucieczki. Ona również nie doszła do skutku. Kiedy w końcu pojawiła się szansa opuszczenia Oranu, postanowił zostać w mieście i dołączyć do oddziałów sanitarnych. To bohater, który przechodzi wewnętrzną przemianę. Potrafi porzucić własne potrzeby i poświęcić się dla innych. Dżuma jednak go zmieniła i nie potrafił czuć radości z tego, że spotka się z ukochaną.

Jean Tarrou

  Dobroduszny, zawsze uśmiechnięty, wyglądał na przyjaciela wszystkich normalnych rozrywek, nie będąc ich niewolnikiem. Był młody, miał ciężką sylwetkę, masywną twarz, na której wyróżniały się szerokie, krzaczaste brwi. Pojawił się w Oranie kilka tygodni przed wybuchem epidemii, nie wiadomo skąd i dlaczego. Zamieszkiwał w wielkim hotelu w centrum miasta i sporządzał notatki na temat tego, co dzieje się w mieście. Pisał o osobliwych postaciach (np. o staruszku, który pluł na koty) oraz ciekawych wydarzeniach. Kiedy wybuchła epidemia, jego notatki stały się swoistą kroniką z czasów zarazy. W swoich notatkach sporo miejsca poświęcił Cottardowi, gdyż często wychodził z nim wieczorami i mógł mu się przyglądać. Jean zwierzył się ze swojego życia jedynie doktorowi Rieux. Pochodził z zamożnej rodziny, jego ojciec był zastępcą prokuratora generalnego, a matka pochodziła z biedoty. Kiedy jako siedemnastolatek Tarrou był świadkiem, jak jego ojciec przyczynia się do wydania wyroku śmierci na winowajcy, zmienił się jego pogląd na świat. Postanowił uciec z domu i szukał sposobu, aby odkupić te wszystkie wydane wyroki śmierci. Gdy jego rodzice zmarli, tułał się po całej Europie i nie było walki, w której nie brałby udziału. Czuł solidarność ze słabszymi, dlatego tak bardzo zaangażował się w działania na rzecz chorych na dżumę. To z jego inicjatywy powstały formacje sanitarne dla ochotników. Nie wierzył w Boga, a pragnął zostać świętym, dlatego zastanawiał się, czy można to osiągnąć bez Niego. Jean Tarrou stał się najlepszym przyjacielem Bernarda Rieux. Pod koniec dżumy zachorował i zmarł. Na łożu śmierci odnalazł trudny pokój, który jednak już na nic mu się nie przydał.

Joseph Grand

  Długi i chudy, pływał w ubraniach, które kupował zawsze zbyt wielkie, w złudzeniu, że będą się nosić dłużej. Zachował jeszcze większość zębów w dolnych dziąsłach, ale za to stracił zęby górnej szczęki. Minę miał skromną, krok seminarzysty. Był bardzo skromny, pracował na niskim stanowisku jako urzędnik merostwa i nie miał odwagi prosić o awans. Liczył sobie pięćdziesiąt lat. Z doktorem Rieux znał się od dawna. To on uratował Cottarda, gdy ten chciał popełnić samobójstwo. Kiedy rozpoczyna się pandemia, Joseph nie wpada w panikę, tylko z pokorą dostosowuje się do zaistniałej sytuacji. Prowadzi statystyki dotyczące liczby zakażeń i zgonów. Udziela się w formacjach sanitarnych jako ich sekretarz. Postawa Granda świadczy o jego dobroci i wewnętrznej potrzebie udzielania pomocy zarażonym. W swoim postępowaniu był szczery i bezinteresowny. Do tego wszystkiego pracował nad książką, która w jego zamyśle miała się stać arcydziełem. W rzeczywistości cały czas próbował napisać pierwsze zdanie. Miał kiedyś żonę, Jeanne, z którą zaręczył się w Boże Narodzenie. Kobieta jednak odeszła od niego po wielu latach małżeństwa, co nadal przeżywał. Grand również zaraził się dżumą, lecz był jednym z pierwszych pacjentów, którzy ozdrowieli.

Cottard

  Był przedstawicielem fabryki produkującej wina i likiery. Mieszkał w tej samej kamienicy, co Joseph Grand. Był niskiego wzrostu, korpulentnej budowy ciała. Miał kontrowersyjne poglądy, często podkreślał: Wielcy zjadają małych. Uznawał więc istnienie przemocy na świecie i prawo siły. Najważniejsze były dla niego pieniądze i wolność. Cottard na początku opowiadania próbował popełnić samobójstwo przez powieszenie. Na drzwiach swojego mieszkania napisał nawet kredą: Wejdźcie, powiesiłem się. Przeżył dzięki temu, że Grand go znalazł i odciął sznur. Cottard stwierdził później, że była to chwila szaleństwa i pragnie jedynie spokoju. Wiele osób uznawało go za szalonego, dziwnego człowieka, Grand wypowiadał się o nim jako o „desperacie”. Tarrou nazywał go rentierem. Historia Cottarda nie jest dokładnie przedstawiona. Wiadomo jednak, że w przeszłości popełnił poważne przestępstwo, za co groziło mu aresztowanie, i obawiał się policji. Utrata wolności była zaś jego największym lękiem. Wolał śmierć od zamknięcia w więzieniu. Jako jedyny cieszył się z wybuchu pandemii. Zaczął żyć pełnią życia, próbował zjednać sobie ludzi, stał się uprzejmiejszy. Wzbogacał się na odsprzedawaniu ograniczonych produktów, takich jak alkohol czy papierosy. Przemycał różne towary z zewnątrz do miasta, więc mimo świadomości swoich błędów nie potrafił zejść z przestępczej ścieżki. Cechował go brak refleksji nad swoim postępowaniem. Miał znajomości i oferował ludziom pomoc w ucieczce z miasta. Nie odczuwał natomiast potrzeby pomocy zakażonym. Uważał, że to nie dla niego, a skoro dżuma jest mu na rękę, nie będzie z nią walczył. Zachowywał się egoistycznie, brakowało mu empatii. Kiedy choroba zaczęła się cofać, Cottard odczuwał narastający strach. Bał się o swoją przyszłość. Miał nadzieję, że epidemia doprowadzi do zmiany porządku społecznego i wszyscy będą mogli zacząć od zera. Pewnego razu zniknął, kiedy spotkał pod swoim domem dwóch funkcjonariuszy. Na końcu opowiadania barykaduje się w mieszkaniu i zaczyna strzelać do bawiącego się tłumu i zwierząt na ulicy. Policjanci wynoszą go z kamienicy i aresztują. Wyrzuty sumienia i lęki Cottarda przerodziły się w paranoję, która doprowadziła go do szaleństwa. Sam wydał na siebie wyrok.

Ojciec Panelou

  Był średniego wzrostu, ale krępy. Wojujący jezuita, częsty współpracownik biuletynu Towarzystwa Geograficznego Oranu. Był porywczy i namiętny z natury. Na początku epidemii uważał, że to kara boska za grzechy mieszkańców Oranu, i wygłosił pełne grozy i wzywające do nawrócenia kazanie. Później przyłączył się do formacji sanitarnych i był świadkiem wielu śmierci, m.in. syna sędziego Othona. To sprawiło, że poglądy jezuity się zmieniły i wygłosił drugie kazanie, w którym mówił o Bożej miłości i potrzebie zjednoczenia się chrześcijan. Utożsamiał się z mieszkańcami miasta i epidemię nazwał czasem próby, której należy stawić czoła. Jezuita musiał wyprowadzić się z klasztoru i zamieszkał u pewnej pobożnej kobiety, a po pewnym czasie poważnie zachorował. Nie była to jednak dżuma. Ostatecznie trafił do szpitala, gdzie zmarł.

Othon

  Długi i czarny […], którego wygląd przywodził na pamięć sylwetkę światowca […] i karawaniarza zarazem. Miał żonę i dwójkę dzieci. Był sędzią śledczym. Wzbudzał respekt mieszkańców. Ze względu na zajmowane stanowisko musiał być surowy i czasem nawet zachowywał się jak sędzia wobec własnej rodziny, lecz dżuma nauczyła go empatii i pokory. Odbywał kwarantannę w obozie znajdującym się na stadionie miejskim. Kiedy już się stamtąd wydostał, postanowił jednak wrócić, aby pracować w administracji. Czuł, że dzięki temu będzie bliżej swojego zmarłego syna Filipa. Ostatecznie on również został ofiarą dżumy.

Filip

  Syn sędziego Othona. Przypadek jego zakażenia dżumą był beznadziejny. Nie pomogło mu serum doktora Castela i zmarł.

Dozorca Michel

  Pierwsza ofiara dżumy.

Doktor Richard

  Jeden z wybitniejszych lekarzy w mieście i sekretarz syndykatu lekarzy w Oranie. Nie rozpoznał on dżumy i początkowo był przeciwny zaleceniom Bernarda Rieux.

Doktor Castel

  Starszy kolega Bernarda po fachu. Jako pierwszy rozpoznał dżumę. Opracował własne serum przeciw tej chorobie, które wyleczyło wiele osób.

Stary astmatyk

  Hiszpan, pacjent doktora Rieux, z zawodu kramarz. Dożył siedemdziesięciu pięciu lat, mimo że od pięćdziesiątego ósmego roku życia tylko leżał. Nie znosił widoku zegarków, więc w domu nie miał żadnego. Czas odliczał za pomocą dwóch garnków, z których jeden był napełniony grochem, a do drugiego wrzucało się ziarenka. Za każdym razem powtarzał, że szczury wychodzą.

Przejdź do pełnej wersji

Motywy literackie w lekturze „Dżuma”

Wszystkie lektury