Opowieść wigilijna

Charles Dickens

  • Szkoła podstawowa
  • Lektura obowiązkowa

Czas akcji: XIX wiek, 24 grudnia (Wigilia), noc, 25 grudnia (Boże Narodzenie) i poranek po świętach (w Anglii Boże Narodzenie świętuje się jeden dzień)

Miejsce akcji: Londyn i okolice (kantor głównego bohatera, jego mieszkanie, dom Cratchitów, dom Freda, dawna szkoła Scrooge’a, zakład pana Feziwigga, dom górnika, morze, latarnia, okręt, giełda, sklep z żelastwem, cmentarz)

Gatunek literacki: Opowieść fantastyczna/opowiadanie moralizatorskie

Epoka: Przełom romantyzmu i pozytywizmu (w Anglii epoka wiktoriańska)

Motywy: ducha, śmierci, pogrzebu, przepowiedni, czasu, przemijania, przeszłości, teraźniejszości, przyszłości, przestrogi, pouczenia, nauki, przemiany, winy, kary, skąpstwa, chciwości, pracy, rodziny, miłości, biedy, choroby, wspomnień, wędrówki, miasta, tradycji, magii, fantastyki

Streszczenie lektury „Opowieść wigilijna”

I. Duch Marleya

  Wszystko zaczęło się od tego, że Marley umarł. Siedem lat wcześniej w Wigilię. Był on wspólnikiem Ebenezera Scrooge’a. Właściwie Scrooge był dla Marleya jedyną bliską osobą. Na jego pogrzebie jedynie on szedł za trumną. Ebenezer jednak nie za bardzo się przejął śmiercią wspólnika, a nawet ubił na tym niezły interes.
  A rękę do biznesu miał silnie zaciśniętą, działał tak, aby wszystkich doszczętnie wyzyskać. Był to jednym słowem chciwy i stary grzesznik. […] Scrooge nie rozumiał wcale pojęć szczodrość lub hojność. Ludzie od niego stronili, a on właśnie pragnął iść samotnie przez życie i odpychał wszelkie oznaki sympatii.
  Pewnego razu, w wigilię Bożego Narodzenia, Scrooge przebywał w swoim kantorze. W kominku blisko starca palił się wątły ogień, ale w izdebce jego pracownika żarzył się zaledwie jeden węgielek. Scrooge trzymał zaś skrzynię z węglami w swoim pokoju. Ilekroć jego pracownik, kancelista Bob Cratchit, próbował prosić o więcej opału, ten groził mu zwolnieniem.
  Nagle w kantorze dało się słyszeć młody sympatyczny głos: Wesołych świąt, wuju! Niech Bóg cię ma w swej opiece! Okazało się, że to Fred, siostrzeniec Scrooge’a. Starzec skwitował jego pozdrowienie słowami, że święta to głupstwo. Nie cierpiał Bożego Narodzenia. Uważał, że to jedynie termin płacenia rachunków, wydawanie pieniędzy, a także kolejny rok życia na karku. Na to siostrzeniec odpowiedział, że choć święta nie przynoszą mu zysku materialnego, to widzi w nich wiele dobra i radości, gdyż wtenczas ludzie otwierają swe serca i myślą o bliźnich, również tych o niższej pozycji społecznej. Chłopak zaprosił swojego wuja na obiad następnego dnia. Ebenezer jednak wyśmiał tę propozycję i odmówił przyjścia.
  Siostrzeniec Scrooge’a, złożywszy jeszcze życzenia jego pracownikowi, opuścił kantor. Do środka weszło wtedy dwóch poważnych mężczyzn. Byli to jałmużnicy, którzy spytali, jakim datkiem starzec chciałby wesprzeć ubogich i potrzebujących. Na to Scrooge odparł, żeby zostawili go w spokoju, a potrzebujący udali się do właściwych instytucji lub więzień, gdzie otrzymają należytą pomoc. Jałmużnicy zrozumieli, że nic tu nie wskórają, więc opuścili firmę Scrooge’a.
  Na zewnątrz świat przygotowywał się do świąt Bożego Narodzenia. Wystawy sklepowe były urozmaicone, witryny przyozdobione, przechodnie szli z zakupami lub ustawiali się w kolejkach. Pewien młodzieniec spróbował nawet uraczyć Scrooge’a świąteczną piosenką, jednak ledwie wyśpiewał pierwsze wyrazy, starzec przegonił go, chwytając za dużą linijkę do kreślenia.
  Kiedy nadeszła godzina zamknięcia kantoru, Scrooge rozmówił się z Bobem, wyrażając swoją dezaprobatę wobec tego, że w dzień świąteczny jego podwładny nie będzie pracował, a on musi za to zapłacić. Nakazał mu więc po świętach pojawić się szybciej w pracy. Po czym starzec udał się na skromny obiad do garkuchni, a następnie do swego lokalu, w którym kiedyś mieszkał jego zmarły wspólnik.
  Lokum to znajdowało się w starym, ciemnym budynku, gdzie nie mieszkał nikt prócz Scrooge’a. Cała reszta lokali była wynajmowana pod biura lub kantory. Dziedziniec domu również był ciemny, więc starzec był zmuszony do pokonywania go niemal po omacku. Scrooge dotarł do bramy, a wsunąwszy klucz w zamek drzwi, zamiast kołatki wiszącej przy furtce zobaczył twarz Jakuba Marleya. Otaczało ją słabe światło, a dawny wspólnik spoglądał na Scrooge’a jak za życia – podniósłszy okulary na czoło. Jego włosy były zmierzwione, a oczy miały tępy, martwy wyraz, choć były szeroko otwarte. To wszystko w połączeniu z szarym odcieniem skóry sprawiało, że owa twarz Marleya stała się odrażająca. Gdy Scrooge zaczął uważniej przypatrywać się zjawisku, zniknęło ono i pozostała dobrze mu znana kołatka. Starzec jednak wciąż odczuwał lęk, dlatego szybko zaryglował drzwi i udał się po schodach do swojego mieszkania. Tam sprawdził wszystkie pokoje i zamknął się na dwa spusty.
  Scrooge usiadł w fotelu niedaleko kominka, na kaflach którego namalowane były sceny z Pisma Świętego i różne postacie. Spojrzał tam i ponownie ukazała mu się przed oczami twarz Marleya. Odsuwał jednak od siebie tę wizję. Po czym zauważył, że dzwonek zaczął się poruszać, a kiedy głośno zabrzmiał, odezwały się wszystkie dzwonki w całym domu. Kiedy ucichły, dało się słyszeć z piwnicy przytłumione brzęczenie i łoskot, jak gdyby ktoś wlókł ciężkie łańcuchy po beczkach z winem. Wtem drzwi do piwnicy się otworzyły, a brzęczenie stawało się coraz głośniejsze. Wstępowało po schodach, aż wreszcie zatrzymało się przy drzwiach pokoju Scrooge’a. Starzec cały czas powtarzał na głos, że to głupstwo. Nie chciał uwierzyć, że to, czego doświadcza, jest rzeczywiste.
  Wtem jednak owo coś brzęczącego weszło do pokoju bez otwierania drzwi. Był to duch Marleya. Ubrany tak samo, jak wspólnik Scrooge’a nosił się za życia. Widmo wlokło za sobą długi łańcuch, który obejmował je w pasie i obwijał jeszcze kilkakrotnie; […] był on utworzony z kas metalowych, kluczy i zamków, ksiąg kupieckich, aktów i mocnych, stalowych sakiewek. Cała postać widma była mocno przezroczysta. Scrooge widział przez nią nawet tylne guziki surduta. Twarz jego była natomiast obwiązana chustką, czego Marley nie zwykł robić za życia.
  Kiedy duch się odezwał, Scrooge rozpoznał w nim głos swego dawnego wspólnika. Nawet jednak podczas rozmowy z nim starzec nie wierzył w jego istnienie. Uznał, że to zmysły wyprowadzają go z równowagi. Dopiero kiedy widmo przerażająco potrząsnęło łańcuchami i zdjęło z głowy bandaż, a jego dolna szczęka opadła aż na piersi, Scrooge’a ogarnął ogromny strach i wyznał, że wierzy w zjawę. Gdy starzec zapytał, dlaczego duchy włóczą się po świecie i Marley jest cały w okowach, ten odpowiedział: Noszę łańcuch, który sobie ukułem za życia. Dodał również, że łańcuch Scrooge’a siedem lat temu był tak długi i ciężki jak jego, ale do tej pory Ebenezer postarał się, aby okowy te były jeszcze większe. Później Jakub wyznał, że jego dusza nigdy nie wyszła poza ściany kantoru, w którym wspólnie pracowali, a on sam został skazany po śmierci na nieskończoną, niewymownie dręczącą wędrówkę. Żalił się, że za życia odwracał wzrok od bliźnich, nie wiedział, że dobro ludzkości powinno być jego największym interesem, a w okresie świąt Bożego Narodzenia cierpi on najbardziej.
  Kiedy duchowi kończył się czas, oznajmił Scrooge’owi, że przyszedł go ostrzec i zawiadomić, że wspólnik może jeszcze uniknąć takiego losu. Zapowiedział, że odwiedzą go trzy duchy, z których jeden przybędzie o godzinie pierwszej w nocy, drugi o tej samej porze, ale następnego dnia, a trzeci jeszcze kolejnego, lecz o północy. Po tych słowach widmo ponownie obwiązało swoją twarz chustką i tyłem zaczęło się wycofywać, a w tym czasie otworzyło się okno. Kiedy duch Marleya przy nim stanął, kazał Scrooge’owi się zbliżyć, co ten uczynił. Wówczas usłyszał chór jęków i lamentów skruchy. Duch Jakuba wypłynął przez okno, a Ebenezer wyjrzawszy przez nie, zobaczył w powietrzu miliony widm, które sunęły w różnych kierunkach i żałośnie wyły. Wszystkie miały też łańcuchy. Wielu Scrooge znał dobrze za ich życia. […] Widoczne było, że wszystkie te widma cierpiały straszną karę dlatego, że za życia uchylały się od obowiązku pracy dla dobra ludzkości. Teraz, po śmierci, mimo najgorętszych pragnień, nie mogły naprawić zła. Nagle duchy zniknęły, a ich głosy przestały rozbrzmiewać. Scrooge natomiast uczuł ogromne zmęczenie i zasnął w ubraniu.

Przejdź do pełnej wersji

Bohaterowie lektury „Opowieść wigilijna”

Ebenezer Scrooge

  Główny bohater utworu, przeżył wewnętrzną przemianę. Na początku historii był znany ludziom jako wielki skąpiec, człowiek bez serca, oschły, gniewny, obojętny na ludzką krzywdę, zapatrzony w siebie i swoje interesy, wyzuty z empatii i pozbawiony odruchów miłosierdzia. Zimno wewnętrzne mroziło jego starcze rysy, szczypało spiczasty nos, marszczyło policzki, czyniło jego chód sztywnym, zaczerwieniało mu oczy, zabarwiało na niebiesko usta i brzmiało gniewnie w jego ostrym głosie. Mroźny szron pokrywał jego głowę, brwi i chudą brodę. Scrooge był z zawodu kupcem, a po śmierci wspólnika, Jakuba Marleya, samotnie prowadził kantor, w którym zatrudniał jednego pracownika. Po spotkaniu z duchem Marleya, a potem z trzema zjawami, zmienił swoje podejście do życia i świąt Bożego Narodzenia. Stał się pogodny, radosny, hojny, naprawiał błędy z przeszłości, odnowił kontakty z rodziną, zacieśniał relacje z mieszkańcami Londynu, stał się przyjacielem rodziny Cratchitów, a dla Małego Tima był niczym drugi ojciec. Mówiono później, że nikt tak jak on nie obchodził świąt Bożego Narodzenia.

Jakub Marley

  Wieloletni wspólnik Scrooge’a. Zmarł w Wigilię, a za jego trumną podczas pogrzebu szedł tylko Ebenezer. Nawet po jego śmierci na szyldzie kantoru widniał napis: „Scrooge i Marley”. Jakub prowadził podobne życie do Ebenezera: był samolubny, zważał tylko na pomyślność interesów, nie przejmował się dobrem całej ludzkości. Dlatego też umarł samotnie, a po śmierci spotkała go kara. Został skazany na nieskończoną, dręczącą wędrówkę. Jego dusza tak naprawdę nie opuściła ścian kantoru. Do tego krępował go łańcuch utworzony z kas metalowych, kluczy i zamków, ksiąg kupieckich, aktów i mocnych, stalowych sakiewek, który ukuł sobie za życia, nie mając względu na dobro ludzkości. Jego postać spełnia w utworze funkcję profetyczną, ostrzegawczą, pouczającą i moralizatorską.

Fred

  Tak naprawdę Alfred, siostrzeniec Scrooge’a. Jego matka o imieniu Fanny była młodszą siostrą Scrooge’a, która już nie żyła. Freda cechowało pogodne usposobienie, był towarzyski, rodzinny i dobry. Postanowił, że mimo charakteru wujka i jego niechęci do Bożego Narodzenia on co roku będzie mu składał życzenia i zapraszał go na świąteczny obiad. Chociaż Fred lubił żartować z wujaszka Scrooge’a, to było mu go żal i miał nadzieję, że ten jeszcze się zmieni.

Bob Cratchit

  Kancelista, jedyny pracownik Scrooge’a. Jego pełne imię brzmiało Robert. Był ojcem sześciorga dzieci, razem z żoną ciężko pracowali, aby godnie żyć. Zarabiał piętnaście szylingów tygodniowo. Mimo ubóstwa Bob i jego rodzina byli wdzięczni, że mają siebie, i starali się, aby ich święta, choć skromne, zawsze były piękne.

Mały Tim

  Najmłodszy syn Boba. Był chorowitym dzieckiem i chodził o kulach. Mimo swojego kalectwa i młodego wieku miał wiele przymiotów: bardzo łanie śpiewał, był dobry, kochający, cierpliwy i łagodny. Jego ulubione powiedzenie brzmiało: Niech Bóg błogosławi nas wszystkich i każdego z osobna!

Marta

  Najstarsza córka Cratchitów. Chciała wspomóc finansowo swoją rodzinę, więc podjęła się pracy u modystki (kobiety trudniącej się szyciem i sprzedażą ubiorów damskich lub kapeluszy).

Piotr

  Najstarszy syn Cratchitów. Również chciał ulżyć rodzicom, podejmując się pracy. Ojciec znalazł dla niego fuchę, dzięki której miał zarabiać półszósta szylinga tygodniowo.

Bella

  Piękna kobieta, dawna ukochana Scrooge’a. Zerwała z nim, kiedy zobaczyła, jak Scrooge się zmienił i zaczął przywiązywać wagę jedynie do pomnażania pieniędzy. Obecnie z mężem i dziećmi tworzyła szczęśliwą rodzinę.

Fan

  Jedyna siostra Scrooge’a, która już nie żyła. Była ona zawsze wątła i delikatna. Miała wielkie serce. To właśnie Fan jednej Wigilii przyjechała po Ebenezera do szkoły, aby zabrać go do domu. Zostawiła po sobie jedyne dziecko, Freda. Jej pełne imię brzmiało Fanny.

Pan Fezziwig

  Właściciel zakładu, w którym Scrooge odbywał praktyki jako młodzieniec. Był pogodnym staruszkiem, dobrym pryncypałem (zwierzchnikiem). Dbał o swoich pracowników i zawsze hucznie obchodził święta Bożego Narodzenia. Organizował nawet z tej okazji bal, na który zapraszał też służbę, swoją i z sąsiednich domów.

Duch Wigilijnej Przeszłości

  Pierwsza z zapowiedzianych przez Marleya zjaw. Przybyła o godzinie pierwszej po północy. Postać ducha była podobna do starca zmniejszonego do rozmiarów dziecka. Włosy miała białe i rozwiane, lecz twarz bez zmarszczek, o młodzieńczej cerze. Ręce długie i muskularne, dłonie silne, nogi i stopy pięknie ukształtowane. Duch był ubrany w śnieżnobiałą tunikę przyozdobioną świeżymi kwiatami i pasem, który błyszczał niczym tysiąc brylantów. W ręce miał gałązkę zielonego ostrokrzewu, a z wierzchołka jego głowy wytryskał promień światła. W chwilach smutku Duch ten kładł na głowę zamiast czapki wielki kaptur do gaszenia świec, który teraz trzymał pod pachą.

Duch Tegorocznego Bożego Narodzenia

  Przybył o pierwszej po północy jako druga z zapowiedzianych przez Marleya zjaw. Miał postać olbrzyma z wesołym obliczem. Na sobie miał coś w rodzaju ciemnozielonego płaszcza bez rękawów, z białym futrem. Jego piersi były odsłonięte, nogi bose, a na głowie nie było nakrycia. Tylko wieniec z liści dębowych na jego długich, ciemnych włosach. W ręku trzymał płonącą pochodnię w kształcie rogu obfitości […]. Duch starzał się bardzo szybko, jego życie trwało tylko jedną dobę. Przed zniknięciem spod jego szaty wyszło dwoje nędznych dzieci: Ciemnota i Nędza.

Duch Przyszłych Wigilii

  Pojawił się o północy jako trzecia z zapowiedzianych przez Marleya zjaw. Miał on postawę majestatyczną, uroczystą, był przybrany w długi, do ziemi sięgający płaszcz z kapturem, a zbliżał się do Scrooge’a powoli, ociężale, jak tuman mgły. Był postacią wzbudzającą lęk i respekt. Charakteryzowało go to, że przez całą wędrówkę ze Scrooge’em milczał.

Przejdź do pełnej wersji

Motywy literackie w lekturze „Opowieść wigilijna”

Wszystkie lektury