Mała Apokalipsa
Tadeusz Konwicki
Czas akcji: Jeden dzień i noc 22 lipca (Święto Odrodzenia PRL-u), pod koniec lat siedemdziesiątych – w tekście pada data „22 lipca 1979”
Miejsce akcji: Warszawa (Śródmieście): Nowy Świat, plac Trzech Krzyży, Aleje Ujazdowskie, okolice Pałacu Kultury i Nauki (plac Defilad, Sala Kongresowa), gmach Komitetu Centralnego (kuchnia, lochy, tajna sala bankietowa), knajpa „Paradyz”, szpital przy ulicy Oczki (sala reanimacyjna), ogródki działkowe na płycie nad tunelem Dworca Centralnego („Kuczki”), mieszkanie Jana; epizodycznie: tramwaj, podwórza, ulice
Gatunek literacki: Powieść groteskowo-polityczna, parabola
Epoka: Literatura współczesna lat 1939-1989
Motywy: apokalipsy, końca świata, totalitaryzmu, zniewolenia, ofiary, sacrum, profanum, groteski, satyry, miasta jako organizmu, zejścia w podziemia, testamentu, spowiedzi, Antychrysta, eschatologii, dwoistości, sobowtóra, psa, pożądania, śmierci, alkoholu, kaca, uczty, mediów, spektaklu, pielgrzymki, nadziei
Streszczenie lektury „Mała Apokalipsa”
Narrator opisuje poranek jako początek końca własnego świata. Czuje zbliżającą się śmierć i porównuje życie do maratonu, którego ostatni etap właśnie pokonuje. Patrząc przez okno na ciężkie chmury i Pałac Kultury, wspomina jego dawną grozę i obecne zniszczenie. Rozważa sens egzystencji, przemijanie i tajemnicę istnienia, którą potrafi uchwycić tylko na krótką chwilę. Dostrzega ulotność życia, swoją anonimowość i wolność okupioną samotnością.
Sięga po papierosy, modli się, wspomina dawnych przyjaciół i wyśnione obrazy, między innymi sen o zębach. Wraca pamięcią do wojny i doświadczeń ludzkości, które traktuje jako własne. Obserwuje codzienność warszawskiej kamienicy i ulicy – kobiety po katastrofie z mlekiem, odrywające się kamienie z Pałacu Kultury, milicyjne kolumny samochodów z żywnością dla władz. Odnajduje też starą kartkę z nieukończoną prozą i dawnym mottem, które dziś wydaje mu się martwe i niezrozumiałe. Całość przesyca poczucie rezygnacji, ironii i świadomości nadchodzącego końca.
Narrator słyszy niespodziewanie dzwonek do drzwi, który od dawna nie działał. Przychodzą do niego dwaj znajomi, Hubert i Rysio, ubrani w stare garnitury. Narrator wie, że ich wizyty zawsze oznaczają zmiany w jego życiu, bo to oni wciągali go przez lata w podpisywanie petycji i protestów. Siadają razem w pokoju, piją wódkę i długo milczą, aż w końcu przechodzą do celu wizyty.
Hubert i Rysio oznajmiają narratorowi, że chcą, aby tego samego dnia wieczorem dokonał samospalenia pod gmachem Komitetu Centralnego Partii. Uzasadniają wybór jego osoby – jest znany, jego śmierć mogłaby wstrząsnąć społeczeństwem, a on sam od dawna żyje obsesją śmierci. Narrator protestuje, wskazuje innych, bardziej rozpoznawalnych artystów, lecz oni twierdzą, że on nadaje się najlepiej. Hubert dostaje nagłego ataku, ale po chwili dochodzi do siebie i nalega, aby narrator stawił się na spotkanie z technicznymi pomocniczkami od „przygotowania akcji”. Narrator czuje wściekłość i rozpacz, próbuje sprzeciwić się absurdalnym żądaniom, ale rozmowa kończy się ustaleniem miejsca i godziny spotkania.
Rysio zabiera Hubertowi teczkę, narrator daje im pięć tysięcy i prowadzi ich do wyjścia, gdzie słychać wysokie buczenie jak z drutów telefonicznych. Hubert dopytuje, kiedy narrator przestał pisać, a ten przyznaje, że ostatnią prozę stworzył lata temu. Padają uwagi o niewoli i literaturze. Narrator wspomina tajemniczy dźwięk nękający dom i zapowiada, że „tren” napisze tylko w myślach. Hubert każe mu oszczędzać słowa na wieczorny krzyk. Narrator pyta, kto ich podpuścił. Hubert odpowiada, że ktoś musi to zrobić, a on będzie pierwszy. Przy drzwiach wspominają Halinę i Nadieżdę, które będą czekać o jedenastej. Na pytanie, co będzie, jeśli tego nie zrobi, odpowiadają, że narrator będzie żył jak dotąd. Odchodzą po schodach, a bohater przypomina sobie dawną noc z Rysiem i pijaną dziewczyną.
Narrator patrzy z okna – jego znajomi mijają wolną taksówkę, nikt ich nie śledzi. Wspomina próbę samobójczą Huberta z przeszłości. Myje się resztką wody i rozważa, że decyzja należy do niego: może umrzeć „z honorem” albo żyć dalej. Dzwoni dzwonek; przychodzi staruszek, by odciąć gaz. Tłumaczy, że tak „kazała góra”, szybko zakręca zawór i demontuje piecyk. Rozmawiają o wizycie „ruskiego sekretarza” i festiwalowej atmosferze w mieście; narrator mówi, że umrze na złość. Staruszek żartuje, proponuje obejście plomb, narrator odmawia i oddaje mu piecyk oraz zagraniczny płaszcz, prosząc tylko o westchnienie nad jego duszą. Staruszek zabiera płaszcz i idzie do sąsiada.
Narrator wraca do pokoju i siada na fotelu po Hubercie. Myśli o „lżejszym” ubraniu do planowanej śmierci, waha się, czy jego gest ma być protestem przeciw reżimowi, czy „wiecznej Rusi”, i boi się bardziej krzyku niż ognia. Włącza telewizor, a tam widzi przylot radzieckiego sekretarza i pocałunki z polskim przywódcą. Chowa do kieszeni dowód osobisty i wychodzi z domu, po drodze sprawdza pustą skrzynkę na listy. Na ulicy uderza go festynowy hałas i tańce pod Pałacem Kultury; kupuje papierosy, ale gazet już nie ma. Mija znanego dygnitarza z sąsiedztwa, który odjeżdża mercedesem. Idzie Nowym Światem udekorowanym głównie czerwonymi flagami i patrzy na transparent o czterdziestej rocznicy PRL-u.
Narrator wdaje się w krótką sprzeczkę z emerytem o „przekręconą” datę święta. Wyrywa mu z rąk „Trybunę Ludu”, przez co urywa pół strony z programem obchodów. Chwilę później zatrzymuje go patrol milicji: spisują dane, obwieszczają uroczyście „22 lipca”, po czym – dzięki interwencji Kolki Nachałowa – puszczają go wolno. Kolka, jak zwykle obrotny, proponuje szybkie „interesy” (od cegieł po prezerwatywy, alkohol i balsam) i rusza w stronę „Paradyzu”. Narrator mija po drodze młodego prowincjusza, który deklamuje podniosłe wersy o śmierci, i wchodzi do baru „Familijny”.
W środku trafia na Edka Szmidta – brata Rysia, filozofa marksistę i cenzora. Zamawia maślankę z bułką i słucha, jak Edek prawi o „armii docentów”, swoich wykładach w urzędzie cenzury i o tym, że aluzja stała się jedynym językiem kultury. Przy okazji obrzuca Rysia obelgami. W tle przewijają się drobne scenki: kłótnia o jajko, dziecięca orkiestra, a na ścianie wisi kalendarz z „kwietniem 1980”. Narrator wypomina Edkowi dawną bliskość z inteligencją katolicką i dzisiejsze partyjne posady. Na telewizorze, bez dźwięku, sunie kolorowa procesja sekretarzy całowanych przez hutników. Narrator puentuje: tacy jak Edek rządzą i cenzurują, gdy reszta haruje.
Bohaterowie lektury „Mała Apokalipsa”
Pisarz (bezimienny narrator)
Opowiada wszystko z własnej perspektywy; autor celowo nie podaje jego nazwiska, by stał się figurą „każdego”. Od lat krąży wokół tematu śmierci, pisanie porzucił, by przynajmniej wewnętrznie uwolnić się od cenzury i własnych autocenzur. Czuje życie jak udrękę, jest rozgoryczony i opozycją, i środowiskiem artystycznym, a społeczeństwo widzi jako uśpione – z poczuciem, że sam niewiele od niego odbiega. Miota się między decyzją a zwątpieniem, dotkliwie samotny, porusza się w rzeczywistości absurdu, gdzie nawet czas nie daje oparcia.
Nadieżda
Rosjanka, była żona dyplomaty. Deklaruje miłość „od pierwszego spojrzenia”, bywa chwiejna: raz idealizuje bohatera, raz go deprecjonuje. Zapowiada, że umrą razem, ofiarowuje mu bliskość, stając się źródłem nowych rozterek, a przed finałem żegna go czułym, rozpaczliwym gestem. Symbolizuje nadzieję.
Hubert
Bezkompromisowy działacz opozycji, żyjący „na pełnym gazie” aż do ruiny zdrowia. Często prosił narratora o podpisy pod pismami, narażając go na starcia z władzą. Wraz z Ryśkiem przekazuje mu wiadomość o „wyborze”. Bohater żegna go przy szpitalnym łóżku.
Ryszard „Rysiek” Szmidt
Prozaik eksperymentujący (m.in. rezygnujący z interpunkcji), twarz opozycji i brat Edka. Paradoksalnie utrzymuje się z dawnej, prorządowej broszury. Sam nie potrafi przekonująco wyjaśnić, czemu to narrator ma się spalić.
Edward „Edek” Szmidt
Brat Ryszarda, filozof marksistowski i cenzor, fascynuje go „mowa ezopowa” jako tarcza na cenzurę. Kiedyś związany z inteligencją katolicką, dziś szkoli kadrę. Gardzi bratem i opozycją, widząc w niej układ z władzą. Mówi o „biologicznym przetrwaniu” pod parasolem Rosji; w razie dominacji ZSRR Polska zostałaby wchłonięta.
Halina
Praktyczna, konsekwentna opozycjonistka. Organizuje bohaterowi „logistykę” (zapałki, niebieski kanister). Zostaje aresztowana i nie zobaczy finału.
Tadzio Skórko
Konfident i wykonawca zleceń propagandy/cenzury; pisze satyry „sondujące” nastroje. Udaje fana narratora, a równocześnie go śledzi i wydaje. Po zdemaskowaniu obiecuje „nawrócenie”, potem chce zbić kapitał na reportażu z ostatniego dnia. Choć wygląda chłopięco, ma około trzydziestu trzech–czterdziestu lat.
Władysław Bułat
Reżyser oportunista. Flirtuje z „opozycyjną” bańką, kalkuluje korzyści. W geście bohatera widzi medialny zysk; rozważa ucieczkę do USA.
Sacher
Były dygnitarz z Biura Politycznego, kiedyś maczał palce w wyrzuceniu narratora z partii. Nosi wszędzie pamiętnik o mechanizmach totalizmu, lecz nikomu go nie pokazuje i paranoicznie strzeże.