Mendel Gdański
Maria Konopnicka
Czas i miejsce akcji: Druga połowa XIX wieku
Warszawa
Gatunek literacki: Nowela
Epoka: Pozytywizm
Motywy: żyda, wiary, antysemityzmu, polskości, obcości, inności, tożsamości, miasta, starości, dziecka, okrucieństwa ludzi, przemocy, prześladowania
Streszczenie lektury „Mendel Gdański”
Paląc fajkę, stary Mendel obserwował, co dzieje się na ulicy przy jego domu. Mieszkał w tym miejscu już od 27 lat i doskonale je znał. Pojawiający się przechodnie byli mu bliscy, wiedział dokąd zmierzają, więc z łatwością dostrzegał wszystkie nowe twarze. Przy tej ulicy mieścił się również jego zakład introligatorski. Miasto nie miało przed Mendlem tajemnic. Znał on zegarmistrza, powroźnika, studenta z poddasza, straganiarkę, a także synka gospodarza. Sam również był osobą powszechnie znaną.
Mendel, czyli 67-letni Żyd o długiej, białej brodzie, siwych włosach i zgarbionych plecach. Miewał duszności i często wspominał swoją żonę, Resię, z którą spędził trzydzieści lat w małżeństwie, a także swoje dzieci. Jego najmłodsza i jedyna córka, Lija, zmarła bardzo młodo i zostawiła po sobie synka, Kubusia, nad którym sprawował teraz opiekę.
Patrząc przez okno, Mendel dziwił się, skąd wzięło się tu tylu nowych ludzi. Od poprzedniego dnia atmosfera na ulicy robiła się niepokojąca. W pewnym momencie przyszła do niego sąsiadka z garnkiem rosołu i talerzem skromnego obiadu. Posiłek był przeznaczony dla jego wnuka, Kubusia, który miał niedługo wrócić ze szkoły. Równo o drugiej dziesięcioletni chłopiec z wielkim tornistrem na plecach wrócił do domu. Był on bardzo szczupły i blady, dlatego Mendel żył w nieustannej obawie o jego zdrowie. Dodatkowo, wnuk miał melancholijne usposobienie. Trudno było wygonić go na dwór do zabawy. Często również czuł się po prostu zmęczony lekcjami, a zawsze czekało go dużo zadań na kolejny dzień. I tym razem chłopiec od razu po obiedzie zasiadł do dużego sosnowego stołu, przy którym zaczął odrabiać pracę domową. Mendel zaś zabrał się do swoich zajęć, co jakiś czas tylko zaczepiając wnuka.
W piątek pod wieczór sąsiadka przyniosła im rybę, makaron i wspaniałą kaczkę. Mendel i Kubuś, odświętnie ubrani, celebrowali szabat. Stary Żyd zaczął wyśpiewywać modlitwy. Pewnego razu w przeszłości pod ich otwartym oknem stali chłopcy Kołodziejskiego ślusarza i szewca Pocieszki, wyśmiewając się z ich żydowskich modlitw. Zaś chwilę później ulicą przeszedł stary proboszcz, który, widząc tak wielkie oddanie Bogu na modlitwie, uchylił przed Żydem swój kapelusz. To wydarzenie było tak wymowne, że dokuczający chłopcy uciekli i od tego czasu już nigdy się nie pojawili. Wszystko było w najlepszym porządku aż do przedwczoraj. Wówczas Kubuś wrócił do domu zdyszany i bez jarmułki. Okazało się, że zgubił ją podczas ucieczki, bo jakiś łobuz krzyknął do niego: „żyd!…. żyd!….”. Wtedy Mendel bardzo się zdenerwował i wykrzyczał chłopcu, że jest głupi, jeśli wstydzi się tego, kim jest. Później łagodniejszym tonem dodał, że on się urodził w tym mieście, więc jest tutejszy i w żaden sposób nie odstaje od innych. Ukochali to miasto i stało się dla nich ojczyzną. Mendel zapewnił też, że kupi wnukowi nową czapeczkę.
Staruszek nie chciał, żeby Kubuś zobaczył niepokój, jaki wzbudziła w nim ta sytuacja. Następnego dnia z napięciem wyczekiwał powrotu chłopca ze szkoły. Okazało się jednak, że wnuk wrócił szczęśliwy, bo dostał piątkę na lekcji i nawet dużo się śmiał. Ulga Mendla niestety nie potrwała długo, gdyż za chwilę przyszedł dependent (pomocnik adwokata/notariusza) po dokumenty i oznajmił, że podobno mają bić Żydów. Wszystko to działo się przy Kubusiu, lecz Mendel cały czas starał się pozorować, że nie przejmuje się tymi informacjami.
Później odwiedził ich łysy zegarmistrz, który powtórzył informację o biciu Żydów. Najpierw Mendel próbował żartować, że jeśli mowa o nieuczciwych Żydach, to on się do tego dołączy. Na co zegarmistrz odparł, że mają bić wszystkich. Wtedy starzec nie wytrzymał i zapytał z jakiej przyczyny. Zegarmistrz skwitował to słowami, że każdy Żyd ma na sumieniu jakieś przewinienia i co innego, jeśli ktoś pochodzi z polskiej ziemi, a oni są obcy. To zupełnie oburzyło Mendla, który poczuł się zraniony. Pokazując swoje spracowane dłonie, tłumaczył, że mieszkańcy znają go przecież od 27 lat i wiedzą, że na wszystko uczciwie i ciężko zapracował. Mówił, że Żydzi nie są w żaden sposób inni – pada na nich ten sam deszcz, czyli nie omijają ich żadne życiowe trudy czy nieszczęścia.
Na mądre słowa Mendla zegarmistrz nie miał żadnej sensownej odpowiedzi, więc cały czas powtarzał o obcości Żydów, których jest na ich ziemiach coraz więcej oraz o przekonaniu ludzi, że Żydzi mają o wiele więcej pieniędzy od innych, „prawdziwych” obywateli. Mendel odparł, że tak mówią ludzie głupi, a wszystko zaczęło się od tego, że zapomnieli, iż pochodzą od tego samego Boga. Później Żyd zaczął wyjaśniać, skąd się wzięło jego imię. Jako piętnaste dziecko w rodzinie sprawił, że w domu był już ich cały „mendel”, co oznacza właśnie „piętnaście sztuk”. Opowiedział również o przemianach, jakie zachodziły z pokolenia na pokolenie w świadomości Żydów. On sam miał już tylko sześcioro dzieci, a jego córka zaledwie jedno. Przy tych słowach zawołał swojego wnuka. Kubuś podszedł do dziadka i przytulił się do niego, a Mendel pochwalił imię chłopca. Dodał również, że w mądrości nie chodzi o to, żeby było mało ludzi, ale żeby ci ludzie robili dużo dobrych rzeczy.
W następnej kolejności Mendel zaczął wyjaśniać, dlaczego nazywa się „Gdański”. Powiedział, że to człowiek albo rzecz, która pochodzi z Gdańska. To natomiast miasto bardzo kojarzące się z polskością, więc i on, i jego wnuk nie mogą być „cudzy”. Na co zegarmistrz parsknął śmiechem, gdyż uznał takie rozumowanie za naiwne. Według niego, to, że ktoś nazywał siebie „Gdańskim”, nie oznaczało jeszcze, że jest „swój”. Jednak Żyd z niewzruszoną powagą oznajmił: „Mendel Gdański i Jakub Gdański”. Chciał, żeby jego wnuk był dumny z ich nazwiska i tradycji. Oznajmił też zegarmistrzowi, że Kubuś uczy się w polskiej szkole po to, aby zdobyć mądrość i później pracować dla tego kraju i miasta. Po tych słowach Żyd polecił wnukowi położyć się spać, gdyż następnego dnia musiał wstać na lekcje.
Bohaterowie lektury „Mendel Gdański”
Mendel Gdański
67-letni Żyd, który od 27 mieszkał w Warszawie. Urodził się jako piętnaste dziecko w rodzinie. Ze swoją żoną, Resią, przeżył trzydzieści lat, doczekawszy się synów i jednej córki, która młodo zmarła. Został mu po niej wnuk, Jakub. Mendel prowadził własny zakład introligatorski, w którym uczciwie pracował. Był osobą powszechnie znaną i poważaną. Sam również znał bardzo dobrze wielu ludzi, jak i miasto, które ukochał i traktował jak swoją ojczyznę. Miał pomarszczoną twarz, długą, białą brodę, mocno siwe włosy i zgarbione plecy. Lubił palić fajkę. Był człowiekiem dobrym, uczciwym, oddanym swojej wierze, mądrym, a nade wszystko – honorowym. Chciał wychować wnuka w szacunku do wiary i tradycji. Uczył go, że nie można się wstydzić swojego pochodzenia. Bardzo się zawiódł na mieszkańcach Warszawy.
Jakub Gdański
10-letni chłopiec, syn najmłodszej córki Mendla, sierota. Mieszkał z dziadkiem i był przez niego wychowywany. Miał melancholijne usposobienie, rzadko wychodził na dwór, żeby się pobawić. Nawet kiedy się uśmiechał, wyglądał na smutnego. Kilkukrotnie był wyzywany przez polskich kolegów.
Zegarmistrz
Stary i łysy sąsiad z naprzeciwka. Mimo długiej znajomości z Mendlem, bezmyślnie powtarzał zarzuty społeczeństwa polskiego względem mniejszości żydowskiej.
Dependent
Pierwszy powiadomił Mendla o antyżydowskich postawach.
Student
Mieszkał na poddaszu. W dniu ataku na Żydów ostrzegł Mendla i jego wnuka, żeby nie wychodzili z domu. Później stanął w obronie Mendla.
Powroźniczka, stróżka, straganiarka
Znajome Mendla. W dniu ataku na Żydów ofiarowały mu swą pomoc, gdyż wiedziały, że jest dobrym i uczciwym człowiekiem. Reprezentowały niewielką część społeczeństwa polskiego, która nie czuła awersji do mniejszości żydowskiej.