Gloria victis
Eliza Orzeszkowa
Czas fabuły: 1863 r. – rok wybuchu powstania styczniowego
Czas akcji: Pół stulecia po roku 1863 – przybycie wiatru do lasów horeckich
Miejsce akcji: Polana w lasach horeckich, okolice Kanału Królewskiego na obszarach Polesia litewskiego oraz miejscowość niedaleko lasu, której nazwy nie poznajemy
Gatunek literacki: Nowela
Epoka: Pozytywizm
Motywy: powstania, dowódcy, walczących, młodości, odwagi, poświęcenia, klęski, mogiły, przyrody, wolności, zwycięstwa, chwały, pamięci, biblijne, mitologiczne, fantastyczne, baśniowe
Streszczenie lektury „Gloria victis”
Nowela rozpoczyna się wprowadzeniem odbiorcy do baśniowego świata. Okazuje się, że narratorem historii jest las na Polesiu litewskim. W utworze natura ulega personifikacji, czyli uosobieniu. Na polanę przybył wiatr, który właśnie od narratora usłyszał o wydarzeniach sprzed lat. W utworze wiatr występuje w charakterze posłańca, który zasłyszane historie roznosi dalej po świecie.
Wiatru nie było na tej leśnej polanie od połowy stulecia, dlatego bardzo mu zależało, żeby przyjaciele opowiedzieli, co się od tego czasu zmieniło. Jego przyjaciółmi były stare świerki, dęby oraz brzozy, które oznajmiły, że działy się tu rzeczy dziwne oraz pełne płaczu i jęku. Wiatr wyczuł z ziemi woń krwi, więc odpowiedział, że z pewnością były tu jakaś walka i zgony, po czym nakazał drzewom opowiadać. Te z początku milczały, lecz kiedy wiatr zauważył usypane kopce i krzyżyk na pagórku wśród liliowych dzwonków, zaczął coraz bardziej dopytywać, skąd to się wzięło, i dodał, że na pewno nie uczyniła tego natura, a ludzkie ręce. Wtedy drzewa odpowiedziały chórem, że to zbiorowa mogiła, a wiatr wciąż nie mógł się nadziwić jej wielkości. Świerk oświadczył, że jest to grób bezimiennych bohaterów. Po czym natura dodała, że zginęli oni młodo i w mękach; od połowy stulecia zaś, co lato, dzwoneczki liliowe odprawiają nad ich mogiłą żałobne pacierze, a krzaki dzikiej róży rzucają na nią swoje kwiaty. Usłyszawszy to wszystko, wiatr ponownie nakłaniał przyjaciół do opowiedzenia tej historii, gdyż chciał ją roznieść po całym świecie.
Opowieść zaczął stary dąb, który wspomniał o licznej gromadzie ludzi, którzy rozbili tu swój obóz. Mieli oni rozmaitą odzież i broń. Tym, co ich łączyło, były dwie rzeczy: młodość i czworokątne czapki w kolorze chabrów. Ten charakterystyczny element ubioru pozwalał utożsamić wspomnianych kilkuset młodych ludzi z powstańcami styczniowymi, których przywódcą był człowiek, co zwał się Romuald Traugutt. Przyroda podkreśliła, że jego imię jest święte, ponieważ dla obrony swego narodu opuścił własną rodzinę. W jego opisie podkreślone są: ogromna odwaga, mądrość oraz wyznawane przez niego moralne wartości, którym był wierny. Ponadto Traugutt został porównany do postaci Leonidasa, czyli spartańskiego króla, który mając tylko trzystu żołnierzy, do końca bronił swojej ojczyzny przed atakiem Persów. W tym momencie dąb urwał opowieść o dzielnym polskim dowódcy, zaznaczając, że wraz z biegiem tej historii dowiemy się o nim więcej.
Drugą osobą wspominaną przez dąb był najmłodszy z powstańców. Drzewo opisało dzień, w którym żołnierze przybyli do lasu. Na przedzie jechał Jagmin, który wyglądał jak młody Herkules z kształtów, Scypio rzymski z rysów i z rozkazu Traugutta został dowódcą jazdy. To nie on był jednak głównym bohaterem opowieści dębu, lecz Maryś Tarłowski – chłopiec o wątłej budowie ciała i niebieskich oczach, o którym wcześniej opowiadały lasowi trawy. Maryś znalazł się w tych rejonach, aby nauczać młodzież. Był typem intelektualisty o wrażliwej duszy. Miał młodszą siostrę, Anielkę, z którą bardzo się kochali i niemal nigdy nie rozstawali. Oboje zaprzyjaźnili się ze wspomnianym Jagminem, którego obowiązkiem było ogłaszanie informacji o wybuchu walk. Dąb przypomniał sobie dzień, kiedy Jagmin przekazał Marysiowi wiadomość o wyprawie do lasów horeckich, którą zaplanowano za dziesięć dni. Mimo bardzo młodego wieku obaj chłopcy wyrazili gotowość do podjęcia walki i wzajemnego wsparcia. Anielka natomiast rozpłakała się na te wieści. Nie rozpaczała jednak długo, gdyż wiedziała, że to ich obowiązek. Przezwyciężyła swoją słabość, a Jagmina poprosiła, żeby zatroszczył się o jej brata. Na jaw wyszło wtedy uczucie między nimi, ponieważ na pożegnanie Jagmin długo i czule całował Anielę w rękę. Młodzi nie znaleźli słów, żeby powiedzieć sobie o swojej miłości, ale ich wzruszone spojrzenia mówiły wszystko. Wtedy stary dąb poprosił o przerwę w opowiadaniu.
Głos zabrał teraz świerk. Był on najwyższym drzewem, więc mógł zobaczyć wiele bardzo odległych scen. Wspomniał o krwawych walkach, w których brali udział powstańcy. Nie chciał jednak opowiadać o nich ze szczegółami, gdyż nie był stworzony do opiewania krwawych bojów ludzkich. Wolał mówić o radości, która mu towarzyszyła, kiedy witał ich po odniesionych zwycięstwach. Powstańców charakteryzowało przede wszystkim wielkie oddanie i posłuszeństwo wodzowi. Nieważne, czy byli bardzo zmęczeni lub ranni, zawsze okazywali przywódcy należyty szacunek. Na odpoczynek pozwalali sobie dopiero podczas wieczornego posiłku. Pewnego razu, kiedy powstańcy wrócili po wygranym starciu, Traugutt poprosił Marysia, aby wystąpił przed zebranymi na środek. Wtedy oficjalnie podziękował mu za uratowanie życia. Chłopiec został wyróżniony przez samego dowódcę, a oprócz tego otrzymał wiele braw i gratulacji od swoich współtowarzyszy. Wszyscy świętowali wygraną, tylko sam Maryś jakoś nie potrafił się cieszyć. Świerk wspomniał, że widział, jak chłopiec nie mógł spać tej nocy i pogrążał się w rozmyślaniach, ponieważ nie do tego był stworzony. Słowa drzewa miały podkreślić heroiczność postawy Marysia, który wiedząc, że walka sprawia mu trudność, mimo wszystko postanowił wziąć udział w powstaniu.
Następnie temat podjęła brzoza. Powiedziała, że myśli i miłości chłopca były jej dobrze znane, ponieważ ten upodobał sobie zwierzanie się naturze. Maryś uwielbiał przyrodę, którą mógł kontemplować w samotności. To przynosiło mu ulgę i poczucie szczęścia. Brzoza była również świadkiem wielu nocnych rozmów Marysia z Jagminem. Młodzieńcy rozprawiali na temat przyszłości. Tego, co czeka ich ojczyznę, a także cały świat. Byli naprawdę ciekawi, co się wydarzy, gdy ich pokolenie przeminie. W tym momencie historii natura wygłosiła refleksję na temat wojny, która zawsze jest pełna okrucieństwa. Nie ma w niej sensu, bo uśmierca ofiarę i oprawcę, jest aktem bratobójczym. Te stwierdzenia były również słowami samego Marysia. Młodzieńcy zakończyli swoje dyskusje wnioskiem, że teraz trzeba walczyć, gdyż to ich obowiązek. Później z pewnością pojawią się zmiany, których jednak oni najprawdopodobniej nie doczekają. Na koniec swojej opowieści brzoza wypowiedziała słowa: Aż przyszedł dzień…
Wtedy historię ponownie przejął brodaty, silny dąb. Tego jesiennego dnia do obozu powstańców przyjechał konno Kalikst Radowicki, który był wysłańcem poczty obywatelskiej. Wszystko działo się bardzo szybko. Młodzieniec został zaprowadzony do namiotu przywódcy, gdzie odbyła się kilkuosobowa narada. Po pewnym czasie Traugutt wyszedł i ogłosił żołnierzom, że pora na ostateczną walkę, gdyż liczne oddziały wroga nadciągają w kierunku lasów horeckich. W swoim przemówieniu zagrzewającym do walki przekonał powstańców, że ich ofiara nie będzie daremna, gdyż przygotują narodowi drogę do zwycięstwa. Na końcu zaś wybrzmiał bojowy okrzyk: W imię Boga i ojczyzny! Po czym wszyscy zaczęli się gotować do bitwy. Zanim Kalikst opuścił obóz, dał jeszcze Marysiowi list od Anielki. W tym momencie jednak padła komenda o wymarszu, więc nie było już czasu na przeczytanie go. Maryś zdążył tylko schować ten skrawek papieru u piersi.
Szybko natrafili na wojsko wroga i rozpoczęła się walka. Kule świszczały w powietrzu, a powstańcy dzielnie się bronili. Prędko jednak uświadomili sobie, że ich pozycja jest stracona. Walka trwała długie godziny i wszędzie widać było głównie kłęby dymu, więc nawet drzewa nie mogły zobaczyć wszystkich wydarzeń. Stary dąb skupił się jednak na sytuacji Marysia Tarłowskiego. Podczas strzelania do wroga chłopak został trafiony w ramię i upadł. Przez jakiś czas leżał ukryty wśród paproci, gdzie znalazł go Jagmin. Młodzieniec pomógł przyjacielowi dostać się do obozu i zostawił go w namiocie dla rannych, gdzie jednak w krótkim czasie zaczęło brakować miejsca. Obozowych lekarzy było tylko dwóch, więc nie mieli chwili wytchnienia. Szybko się okazało, że wróg nie zamierzał oszczędzić nawet bezbronnych, i zaatakował namiot z rannymi. Kiedy pozostali powstańcy to zobaczyli, pobiegli na ratunek współtowarzyszom. Jako pierwszy pojawił się w namiocie sam Romuald Traugutt, lecz zobaczył tam już tylko przerażający widok. Wszyscy ranni i lekarze leżeli zamordowani w kałużach krwi. Dogorywał jeszcze Maryś Tarłowski. Był on nadziany na pik, z którego rzucił Jagminowi zakrwawioną chustkę, prosząc, aby oddał ją Anielce. W tym momencie jednak koń Jagmina został postrzelony i padł, a sam dowódca jazdy zniknął wśród dymu, wrzasku i pocisków. Tą sceną stary dąb zakończył opowieść.
W tym czasie wiatr opłakiwał poległych powstańców. Spytał również, skąd się wziął wbity w mogiłę krzyż. Liliowe dzwonki odpowiedziały, że zostawiła go Aniela, która odwiedziła grób swego brata. Dziewczyna długo stała nad mogiłą i płakała po stracie dwóch drogich jej mężczyzn. Nigdy potem już się tu nie pojawiła. Dąb opowiedział jeszcze, że przez te wszystkie lata, które upłynęły od krwawej bitwy, nikt nie odwiedził mogiły powstańców. Tylko natura, jako jedyny świadek minionych walk, może teraz kultywować o nich pamięć. Natomiast czas dalej uciekał, szemrząc słowa: vae victis, czyli biada zwyciężonym.
Gdy wiatr o tym usłyszał, przestał płakać i stając się coraz większy, wzniósł się ponad drzewa z okrzykiem: gloria victis!, czyli chwała zwyciężonym! To hasło roznosił później po całym świecie. Dziwiły się temu i ziemia, i pola, i lasy, wody, wsie i miasta, a także niebo i gwiazdy. A wiatr niestrudzenie powtarzał okrzyk gloria victis!, rozbrzmiewający triumfem dalekiej przyszłości.
Bohaterowie lektury „Gloria victis”
Maryś (Marian) Tarłowski
Najmłodszy z powstańców i główny bohater noweli. Z wyglądu nie przypominał żołnierza. Był raczej wątłej budowy ciała, miał delikatne rysy twarzy i niebieskie oczy. Mimo swojego niepozornego wyglądu odznaczał się odwagą i męstwem, dzięki którym uratował życie swego dowódcy – Traugutta. Trzeba jednak podkreślić, że Maryś był typem intelektualisty. Przyjechał na Polesie z dalekich stron, aby nauczać młodzież. Był stworzony do kontemplacji przyrody oraz głębokich rozważań, a nie do walki. Wolał również przebywać w samotności, a powierniczką jego powstańczych trosk została natura. Miał młodszą siostrę, Anielkę, którą bardzo kochał. Fizycznie byli do siebie bardzo podobni i prawie nigdy się nie rozstawali. Maryś zaprzyjaźnił się też z Jagminem, z którym w czasie powstania prowadził nocne dyskusje na temat przyszłości ojczyzny i świata. Podczas ostatecznej bitwy to właśnie Jagmin przeniósł Marysia do namiotu dla rannych. Tarłowski zginął nadziany przez wroga na pik. Przed śmiercią rzucił jeszcze Jagminowi zakrwawioną chustę, którą ten miał przekazać Anieli.
Anielka Tarłowska
Młodsza siostra Marysia, bardzo związana z bratem. Na wieść o powstaniu najpierw zalała się łzami, lecz szybko się opanowała, gdyż miała świadomość, że to ich narodowy obowiązek. Między nią a Jagminem narodziło się uczucie, o którym ze wzruszenia przy pożegnaniu nie zdołali sobie powiedzieć. Podczas powstania napisała do brata list, którego ten jednak nigdy nie zdołał przeczytać. Tylko raz odwiedziła później grób Marysia i Jagmina, opłakując ich stratę, i zostawiła tam mały krzyż.
Jagmin
Przyjaciel Marysia i Anielki. Z Anielką łączyło go jeszcze inne uczucie, o czym świadczyły pocałunki składane przez niego na ręce dziewczyny podczas pożegnania. Przez Traugutta został mianowany dowódcą jazdy. Fizycznie był całkiem innej postury niż Maryś. W noweli został nawet porównany do Herkulesa. Był również mężny, dzielny i wierny dowódcy. Chociaż idealnie pasował na powstańca, duszę miał równie wrażliwą, co Maryś. Przyjaciół łączyły wspólne dylematy, którymi dzielili się podczas nocnych rozmów. Jagmin obiecał Anieli, że zaopiekuje się jej bratem, i dotrzymał słowa, o czym świadczy fakt, że pomógł rannemu Marysiowi.
Romuald Traugutt
Przywódca powstania styczniowego. W noweli został porównany do Leonidasa, czyli króla, który z trzystoma Spartanami dzielnie bronił ojczyzny podczas najazdu Persów. Drzewa zaznaczyły, że imię Traugutta jest święte, gdyż dobrowolnie opuścił swoją rodzinę, żeby walczyć za naród. W noweli został ukazany jako ideał dowódcy. Traugutt podkreślał, że ofiara powstańców nigdy nie będzie daremna, ponieważ swoją śmiercią mogą otworzyć narodowi drogę do wyzwolenia. Podczas jednej z walk Maryś uratował mu życie. W noweli nie pojawia się informacja o śmierci dowódcy, lecz z historii wiemy, że on również zginął, służąc ojczyźnie.
Kalikst Radowicki
Wysłaniec poczty obywatelskiej, który poinformował Traugutta o zbliżających się oddziałach wroga. To on przekazał Marysiowi list od Anielki, którego chłopak nie zdążył przeczytać przed śmiercią.
Świerk
Był najwyższy ze wszystkich drzew, więc mógł zobaczyć najdalsze sceny walk. Nie chciał jednak o nich opowiadać, gdyż były zbyt krwawe, a świerk, jak podkreślał, nie był stworzony do mówienia o tak okrutnych rzeczach. Wolał witać powstańców, gdy wracali szczęśliwi po zwycięskich bitwach.
Stary dąb
Główny narrator opowieści o powstańcach i walkach. Silny i mądry. To on rozpoczął tę historię, a później ją zakończył.
Las horecki
Narrator noweli. Położony na Polesiu litewskim.
Brzoza
Była świadkiem scen, kiedy Maryś zwierzał się naturze. Znała jego myśli i miłości.
Wiatr
Posłaniec świata. Przybył do lasów horeckich po upływie połowy stulecia od zakończenia powstania styczniowego. To on na końcu zmienił słowa czasu: vae victis, czyli biada zwyciężonym, na okrzyk: gloria victis! – chwała zwyciężonym!, i rozgłaszał go po całym świecie.
Dzwonki liliowe
Opowiedziały o jedynych odwiedzinach Anieli na grobie powstańców i wbiciu przez nią krzyża na pagórku. To one co roku, latem, odprawiają nad zbiorową mogiłą żałobne pacierze.
Krzaki dzikiej róży
Sypały swoje kwiaty na mogiłę powstańców.