Boże, zmiłuj się nad Wilnem
Marek Nowakowski
Czas akcji: Czwarty dzień stanu wojny, 17 grudnia wieczorem
Miejsce akcji: Plac Zwycięstwa, Warszawa
Gatunek literacki: Opowiadanie, scenka rodzajowa (ze zbioru „Raport o stanie wojennym”)
Epoka: Literatura współczesna lat 1939-1989
Motywy: stanu wojennego, milicji, bicia, łapanki, aresztowania, wspomnień, małego realizmu
Streszczenie lektury „Boże, zmiłuj się nad Wilnem”
Streszczenie
Narrator był świadkiem, jak milicjanci brutalnie bili grubymi pałkami młodych ludzi. Żądali od nich dokumentów, ale nie pozwalali im po nie sięgnąć, tylko uderzali ich po plecach i po nerkach. Było to czwartego dnia stanu wojny. Zablokowano cały plac Zwycięstwa. Narrator mówi, że jest człowiekiem przedwojennym, okupację przeżył jako młodzieniec, dlatego na ten widok go zamurowało. Stał i patrzył. Akurat dwaj milicjanci zaczęli bić wątłego chłopaka w okularach, który osłaniał się, płakał i nie mógł uciec.
Narrator w końcu nie wytrzymał i krzyknął, żeby pozwolili mu się wylegitymować. Wtedy jeden z milicjantów się do niego zbliżył. Prawdopodobnie mundurowi byli pod wpływem specjalnych środków podniecających. Wyglądali, jakby byli w transie. Narratora zawleczono do stojącej w pobliżu „budy”, czyli wozu milicyjnego. W środku było już sporo młodzieży i trochę starszych osób. Powieźli ich na sygnale przez miasto. Na skrzyżowaniach stały czołgi. Wówczas narrator powiedział: Boże, zmiłuj się nad Wilnem! Sam nie wiedział, dlaczego akurat te słowa padły z jego ust. Był rodem z Wilna. Przypomniał sobie, że gdy Hitler rozpoczął wojnę i wiadomo już było, że z drugiej strony rusza na nich wschodni sąsiad, to w jednej z gazet pojawił się artykuł kończący się właśnie takimi słowami. Nie mógł sobie tylko przypomnieć, co to była za gazeta… Dojechali na komendę. Narrator myślał, że milicjanci będą ich pałować, jednak ci pognali wszystkich na dół do piwnicy. Zostali wtłoczeni do jednego niewielkiego pomieszczenia z okratowanym okienkiem pod sufitem. Kilkadziesiąt osób. Ludzie z łapanki. Wtedy w głowie narratora pojawiły się wspomnienia związane z Wilnem, różne sielskie obrazki. Potem znów spojrzał na ludzi dookoła siebie. Jedni byli pobici bardziej, inni mniej. Ktoś płakał, drugi przeklinał. Narrator pomyślał: Oni po prostu nam siły odbierają. Wysysają swoimi sposobami. Energię, moc ducha, wszystko! Boże, zmiłuj się nad Wilnem! Wtedy przypomniał sobie tytuł gazety: był to artykuł wstępny w „Słowie”.
Z korytarza słychać było szybkie kroki, podniesione głosy. Narrator wpadł na pewien pomysł. Miał coś w górnej kieszonce marynarki. Przepchał się do drzwi i zaczął w nie kopać. W końcu zobaczył oko w judaszu i powiedział, że musi iść w pilnej sprawie do oficera dyżurnego. Reszta uwięzionych spojrzała na niego wymownym wzrokiem. Strażnik zaprowadził narratora do oficera, który był suchy i nieprzyjemny. Narrator powiedział mu, że choruje na serce, jest po zawale, i na dowód wyciągnął z kieszonki marynarki dwie pigułki nitrogliceryny. Oficer uważnie przyglądał się pigułce. Narrator dodał, że został aresztowany nie wiadomo za co. Oficer mu przerwał i wykręcił jakiś numer, lecz bez skutku. Spojrzał w dowód narratora i zaczął czytać: Urodzony w ZSRR […] Wilno. Po czym oznajmił: Zwalniam was. Tylko pamiętajcie! […] nie wolno wam mieszać się do niczego. Narrator odzyskał dowód i został odprowadzony przez wartownika do bramy. Był wolny. Szybkim krokiem popędził do domu, bo został tylko kwadrans do godziny policyjnej.
Bohaterowie lektury „Boże, zmiłuj się nad Wilnem”
Narrator
Pochodzi z Wilna. Człowiek, który przeżył drugą wojnę światową; w czasie okupacji był młodzieńcem, dlatego dobrze pamiętał łapanki i na widok milicjantów bijących ludzi pałami doznał szoku. Stanął w obronie młodego chłopaka i za to został aresztowany. Chorował jednak na serce i pod tym pretekstem poszedł do oficera dyżurnego z prośbą o wypuszczenie. Został zwolniony z aresztu, ale pod warunkiem, że nie będzie się do niczego mieszał. Na końcu utworu mamy informację, że narrator był wolny. W tym przypadku jest to jednak określenie pełne ironii, gdyż w czasie stanu wojny nikt nie mógł czuć się wolny. O paradoksie tych słów świadczy chociażby to, że po wyjściu z komendy narrator musiał czym prędzej udać się do domu, gdyż zbliżała się godzina policyjna.
Milicjant
Służbista, człowiek wykonujący mechanicznie swoje obowiązki. Bez skrupułów bił razem z innymi milicjantami młodych ludzi, nie pozwalając im się nawet wylegitymować.
Oficer
Suchy i nieprzyjemny urzędnik. Zwolnił narratora z aresztu, gdy dowiedział się o jego chorobie i przejrzał jego dokumenty.